Przedstawiam artykuł z czasopisma "Wielki Błękit" nr WB(21) 8/2006 z naszej wyprawy na Hańczę.
"Głęboko nie tylko w Egipcie – Trudna 100-ka na Hańczy."
Na początku listopada, a konkretnie w dniach 3-7 listopada 2006 roku zorganizowaliśmy wraz z grupą przyjaciół wyprawę nad jezioro Hańcza. Celem była seria głębokich nurkowań, w tym również na trimiksie, zakończona zanurzeniem na głębokość przekraczającą 100 metrów.
Wyprawa ta była planowana już na kilka miesięcy wcześniej i okazała się sporym wyzwaniem dla naszego zespołu pod względem logistycznym i technicznym. Chcieliśmy aby wszytko odbyło się zgodnie ze sztuką nurkową, było w pełni bezpieczne i dopięte na ostatni guzik. Ważnym kryterium była dla nas odpowiednia baza noclegowa i żywieniowa. Po uzgodnieniu dogodnego dla wszytkich terminu oraz zamówieniu helu i tlenu nadszedł czas wyjazdu. Nasza ekipa składała się z czterech osób: nurka wykonującego nurkowanie na dno Hańczy, nurka zabezpieczającego – w mojej osobie oraz dwóch osób wspomagających i stanowiących zabezpieczenie powierzchniowe na łodzi. Plan wyjazdu obejmował 4 dni.
Wyjazd z Katowic przypadł na piątkowe popołudnie, więc do Błaskowizny dotarliśmy w nocy. Już w pierwszym dniu spotkała nas niemiła niespodzianka. Po ciepłym i ładnym październiku początek listopada zaskoczył nas zupełnie pod względem pogody i sobotni poranek obudził nas silnym wiatrem i opadami śniegu. Mimo wszytko mieliśmy ściśle zaplanowane zadania na poszczególne dni pobytu i staraliśmy się trzymać planu. Pierwszą i najważniejszą rzeczą na sobotę było znalezienie głębokości 100 metrów i rzucenie liny z boją. Okazało się to niemożliwe ze względu na duże fale i silny wiatr. Musieliśmy czekać do wieczora, aż wiatr ucichł na tyle, żeby wypłynięcie na jezioro było możliwe. Korzystając z echosondy znaleźliśmy 109 metrów, a w niektórych momentach na wyświetlaczu pojawiała się liczba 112. Rzuciliśmy boję z obciążeniem, jednak pogoda okazała się silniejsza od nas i nie zdołaliśmy utrzymać pozycji na tyle stabilnej, aby zachować tą głębokość. Ostatecznie boja spoczęła na 104 metrach. Niestety nie udało nam się już w tym dniu zanurkować.
Następnego dnia mieliśmy zaplanowane próbne zanurzenie na powietrzu przy linie na głębokość 50 metrów, aby sprawdzić warunki oraz zapoznać się z ewentualnymi problemami. Wszystko poszło zgodnie z planem. Po południu przygotowywaliśmy gazy na trzeci dzień, który przebiegł bez większych problemów, nie licząc kiepskiej pogody. Zgodnie z planem Tomek wykonał nurkowanie próbne na trimiksie do głębokości 80 metrów, a ja zabezpieczałem go do głębokości 50 metrów, używając nitroksu do dekompresji. Nurkowanie przebiegło bez problemu, a po południu ponownie przygotowywaliśmy gazy już na finałowe zanurzenie i ostatni dzień naszego pobytu na Hańczy.
Tym razem pogoda znów nas zaskoczyła. Po trzech zimowych dniach wtorek przywitał nas deszczem i odwilżą oraz dużą ilością błota po kostki. Po lekkim śniadaniu nadszedł czas próby. Ostatnie analizy mieszanek, omówienie procedur awaryjnych, zapakowanie sprzętu do auta i w drogę na nurkowanie. Ponieważ nasze zanurzenia odbywały się z łodzi, więc najdogodniejszym miejscem do ich rozpoczęcia był trzeci parking. Deszcz lał niemiłosiernie i zanim ubraliśmy się w suchacze, byliśmy już cali mokrzy. Na szczęście mimo deszczu wiatr ucichł, a więc woda była spokojna. Dopłynięcie do boi zajęło parę minut. Adam i Wojtek (chłopaki wspierający nas na łodzi) spisali się na medal, pomagając nam podpiąć stage i wskoczyć do wody. Ostatnia wymiana uwag, sprawdzenie sprzętu i zanurzenie.
Prędkość opadania była dość spora. W trzeciej minucie byliśmy na 50 metrach, gdzie po wymianie znaków OK, ja zostałem a Tomek opadał głębiej, aż do dna. Zgodnie z planem w 13 minucie mieliśmy się ponownie spotkać na 50 metrach. Minuty się dłużyły, aż do 12 minuty, gdy zobaczyłem światło kolegi wyłaniające się z głębi. Wszytko było OK więc pozostało nam już tylko kilkanaście minut dekompresji. Powierzchnię osiągnęliśmy w 55 minucie. Adam i Wojtek pomógł nam wdrapać się na łódź, gdzie dla bezpieczeństwa oddychaliśmy czystym tlenem. Hańcza została zdobyta, a maksymalna głębokość jaką osiągnął Tomek to 104,5 metra. Nurkowanie zostało zaplanowane za pomocą najnowszego V-plannera 3,75, mieszanką denną był trimix 12/63, a czas nurkowania wyniósł 55 minut.
Krystian Gąstalik
W wyprawie wzieli udział:
Chcieliśmy również podziękować firmom Ecomes i Mendecki z Katowic oraz Panu Pawłowi Dutka za współfinansowanie przedsięwzięcia, a także Centrum Nurkowemu Divemaster z Katowic za wsparcie oraz Państwu Słowikowskim.